Przeglądałam wczoraj całego bloga i czytałam wszystkie wpisy. Dostrzegłam wiele, wiesz? Dostrzegłam swoją naiwność, głupotę i fakt, że tylko ja pragnęłam czegoś..
W tłumie ludzi już nie szukam Twoich szarych oczu, wysokiego wzrostu, chudego ciała, długich nóg, brązowych włosów.. Już nie reaguje na Twoje imię tak, jak jeszcze rok temu. Już nie próbuję Cię porównywać do innych i nie szukam Twoich podobieństw u innych. Skończyłam z tym jakiś czas temu. Jeżeli można tak powiedzieć to powiem, zamieniłam Cię na Twoje przeciwieństwo. Zamieniłam Cię na mój własny ideał Mężczyzny: Blondyn, niebieskie oczy, wysoki, muskularny, posiadający swoje zasady, których nigdy by nie złamał, gentlemen, kochany, ujmujący, dobrze wychowany i po prostu Mój. Bo Ty nigdy nie byłeś mój, prawda? Zawsze uciekałeś mi, a ja naiwna i głupia próbowałam Cię gonić. Na marne.
Pamiętam, obiecywałeś mi wiele tego 13 lutego 2013 roku, pamiętasz? Aczkolwiek Ty zawsze obiecywałeś wiele, a robiłeś niemiłosiernie i niemal boleśnie mało. Obietnice nigdy nie były Twoją mocną stroną. Kawa, herbata, piwo.. Mieliśmy pielęgnować naszą przyjaźń, dbając o nią, bo w końcu wiemy o sobie strasznie dużo. Przez piętnaście miesięcy spotkaliśmy się w celach towarzyskich raz i to tylko dzięki efektu Twojej nudy. Nic więcej. Kolejne puste słowa, które wypowiedziałeś w moją stronę, kłamiąc w żywe oczy.
Kiedy Ty niszczyłeś mnie, moje serce i duszę, ja cierpiałam.. Teraz kiedy to odbudowałam, cierpisz Ty, prawda? Widziałeś, jakie życie potrafi być przewrotne? Kiedy użalałam się nad sobą, nie zrobiłeś nic, aby było mi łatwiej.. Ba! Dolewałeś ognia do oliwy, pocieszając się moim najgorszym wrogiem. Teraz to Ciebie boli fakt, że odnalazłam swoją prawdziwą miłość i że ktoś tak idealnie potrafił zastąpić Twoje miejsce przy moim boku. Zrobił to lepiej niż Ty. Kiedy ja zmieniałam życie, Ty wybawiałeś się, sięgając po narkotyki. Jak blisko jesteś dna, hę? Kiedy ja nie zmieniałam poglądów, Ty nagle zacząłeś je zmieniać, trudząc się najgorszym, co możliwe - plotkami. Paradoks tkwi w tym, że o wszystkim się dowiedziałaś. Nie sądziłeś, prawda? Kiedy ja otaczałam się prawdziwymi ludźmi, Ty zacząłeś otaczać się pustymi laleczkami, którym w głowie tylko seks, alkohol, impreza i pieniądze. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo stałeś się kimś obojętnym i nikim w moich oczach, pomimo sentymentu trzech lat. Jeszcze niedawno byłam wstanie podać Ci pomocną dłoń, dziś już tego nie zrobię, mimo iż powinnam pewnie. Dziś tylko stoję i patrzę, jak spadasz na dno, dosięgając go z największą goryczą.
Żegnaj, Mati, na zawsze..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz